poniedziałek, 16 grudnia 2013

Sprzęt sportowy i sklep sportowy, czyli o sportowych przesądach i przyzwyczajeniach


sklep sportowy

Każdy ze sportowców – nieważne czy zawodowych, czy amatorskich – powinien mieć swój ulubiony sklep sportowy oraz ulubioną markę, z którymi w pełni się identyfikuje i do których ma całkowite zaufanie. Ktoś, kto kiedykolwiek miał do czynienia z jakąś dyscypliną sportową doskonale wie, jak dużą rolę w jej uprawianiu odgrywa przyzwyczajenie i obsesyjne przywiązanie do pewnych detali, które w skrajnych przypadkach przyjmuje postać sportowych przesądów. Tajemnicą poliszynela jest bowiem to, że sportowcy to jedna z bardziej przesądnych grup społecznych.


Kazimierz Górski na słynnym Mundialu w Niemczech nie golił brody, Michael Jordan w każdym meczu NBA pod swoje przydziałowe klubowe spodenki zakładał stare szorty, w których ćwiczył na wychowaniu fizycznym w college'u, a a pewien argentyński bramkarz nigdy nie występował w meczach, które rozgrywane były w soboty. Podobnie ma się rzecz jeśli idzie o sklep sportowy i kupowany w nim sprzęt. Spróbujcie nakłonić odnoszącego sukcesy sportowca, żeby zmienił choć sznurowadło w swoim bucie. Za skarby świata.

Sklep sportowy – ten i żaden inny


Jeśli już któryś wybierze swój sklep sportowy, to choćby znajdował się na drugim końcu świata, będzie dążył do tego, aby przysłali mu stamtąd ulubioną parę butów, rakietę tenisową albo nawet frotkę do ścierania potu z czoła. Ale wydaje mi się, że takie myślenie magiczne i przesądność to tylko jedna strona medalu, bo przecież liczy się również wygoda. Sport to precyzja, a każda zmiana sprzętu wiąże się (przynajmniej początkowo) z pewnym dyskomfortem i niezgrabnością. Każdy, kto miał okazję zagrać w ping – ponga pożyczoną rakietką wie na czym to polega.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz